Na wystawę do Będzina pojechaliśmy jako widzowie. Razem z nami pojechał nasz syn Konrad. W drodze na wystawę padał deszcz lecz na szczęście na miejscu już nie padało, a słońce nieśmiało próbowało przeciskać się pomiędzy chmurami.

Konrad "musiał" pogłaskać każdego napotkanego psa, który pojawił się w zasięgu jego rąk. Zwiedzanie zaczeliśmy oczywiście od ringu na którym wystawiane były cavaliery.